W nowym elektrycznym Lexusie LFA nie chodzi o symulowanie hałasu

16

Tutaj podejmują się trudnego zadania.

Lexus dąży do tego, aby nowa elektryczna wersja LFA czuła się jak jego poprzedniczka z silnikiem V10. I to nie tylko na łamach broszur reklamowych. I bezpośrednio na siedzeniu, w klatce piersiowej, wywołując ten sam wewnętrzny instynkt, który mówi: „Ten samochód żyje”.

Zapomnij o symulowaniu dźwięków silnika. Wszyscy już to robią i wydaje się to puste i nieszczere. Lexus podąża inną drogą.

Prototyp pojawił się właśnie na Goodwood Festival of Speed. Jest wciąż prymitywny i niedoskonały, ale jego cel jest bardzo jasny. Pod maską? Samochód ma takie samo DNA jak Toyota GR GT. Ta sama aluminiowa platforma. Ale LFA jest inny. Jest mniej agresywna, spokojniejsza. Projektant Sogo Kasamatsu nazywa to „skromnym”.

Projekt tutaj nie dotyczy logo marki. Chodzi o funkcję i przesłanie.

Większość elektrycznych hipersamochodów krzyczy na siebie elementami aerodynamicznymi i „złymi” rozwiązaniami optycznymi. Model ten pozostaje cichy i minimalistyczny. Nie próbuje dopasować się do nowej linii sedanów Lexusa. Jest samowystarczalna.

Najtrudniejszą częścią są jednak akumulatory półprzewodnikowe.

To tajna broń. Mają znacznie większą pojemność energetyczną w porównaniu do mokrych akumulatorów w Twojej Tesli lub Rivian. Jednocześnie są lekkie, co pozwala zachować rezerwę mocy bez obciążania podwozia. Nie ma jeszcze dokładnych specyfikacji, ale prawdopodobnie będzie to pierwszy seryjny Lexus zbudowany w oparciu o tę technologię.

Czy ludzie już stoją w kolejce? Jeszcze nie.

Yukihiro Yukita, menadżer programu, sam to przyznaje. Rynek nie domaga się drogich supersamochodów elektrycznych. „Wiele osób uważa, że ​​samochód elektryczny nie jest prawdziwy” – mówi. Winą za to obsesję branży na punkcie naśladowania dźwięków silników spalinowych. Dla kierowców ceniących mechanikę taka podróbka wydaje się tania.

Dlatego nie będą kopiować dźwięku. Nie będą symulować wibracji zmiany biegów.

Zamiast? Chcą, abyś poczuł się, jakbyś prowadził samochód z prawdziwym silnikiem. To samo uczucie. To samo połączenie.

Samochód jest prawie gotowy. Premiera planowana jest na przyszły rok.

Czy to zmieni zdanie ludzi? Prawdopodobnie nie wszyscy. Jest to jednak bezpośrednie wyzwanie dla przekonania, że ​​baterie są nudne. Być może mylą się w tym przekonaniu.

Kto wie, co będzie dalej za sterami.